Społeczne

Z Salonu Literackiego na salony wieczności… Pamięci pisarza Arkadiusza Pacholskiego (1964-2021)

2021-01-14 14:59:30 W imieniu znajomych Arka - Beata

Fotografia ze zbiorów prywatnych przyjaciół Arka Pacholskiego.
Fotografia ze zbiorów prywatnych przyjaciół Arka Pacholskiego.

Gdy patrzę na zdjęcie komunijne z roku 1973, dostrzegam, że Arek jako jedyny chłopiec miał wykończony koronką żabocik, podczas gdy wszyscy inni przyozdobieni zostali niemal identycznymi białymi muszkami.  Na tle najstarszego budynku mieszkalnego Kalisza, przy dawnych „kanonikach”,  stoimy całą klasą, a wraz z nami siostra Leonarda i ksiądz, którego nazwiska zupełnie nie pamiętam. Z górnego rzędu spogląda w obiektyw ten, który po latach w swoich esejach nazwie się zatwardziałym heretykiem. Starannie upięta śnieżnobiała falbanka to chyba pierwszy uświadomiony przeze mnie szczegół, który odróżnił go od grupy.

Potem było tych detali coraz więcej. W rodzinnym domu,  jako chłopiec może jedenastoletni, mógł w styczniu organizować imieniny. Nie byliśmy obyczajnymi dziećmi, ze wstydem kładliśmy na jakiejś półeczce swoje czekolady przyniesione w prezencie i nawet nie umieliśmy złożyć Mu życzeń. Arek już wtedy przyjmował nas w salonie. Zapamiętałam go jako osobny pokój, do którego Mama dyskretnie donosiła nam jakieś smakołyki. Nie pomnę  zapachów, choć zakładam, że już wtedy skrapiany był „niedzielnymi” perfumami, o których pisze w swoich Domowych zapasach – książce dedykowanej Przyjaciołom z Salonu Literackiego. Podczas lektury Niemry zwróciłam uwagę na postać Profesora, który – choć pozbawiony luksusu – nie żałował sobie wykwintnej wody kolońskiej, a  przy lekturze opowiadań Bunina popijał wyborowy trunek z karafki. Zresztą sądzę, że ta postać dostała od Arka więcej niż tylko fikcyjny literacki portret…  

Właśnie tak teraz to widzę – życie Arka było mało komfortowe, za to pełne luksusu. Składał się nań wieloletni codzienny rytuał wychodzenia na miasto po śniadaniu i lekturze gazety. Smakosz kawy oddawał się po pieszej wędrówce lubieżnym przyjemnościom wysłuchiwania najnowszych plotek. Kogo stać na taki luksus? – myślałam, przykładnie spędzając w pracy swoje dni.

Ale on w tym czasie łowił zapachy miasta, studiował wzrokiem eseisty szczegóły jego architektury, przyglądał się witrażom w katedrze, która w owym czasie stała się dla niego czymś więcej, niż tylko zapamiętaną z dzieciństwa  budowlą z czerwonordzawej cegły (…) z neogotycką wieżą, która nieodmiennie kojarzyła mu się z kosmiczną rakietą.  

Potem zaprosił kaliszan do Salonu Literackiego. Pamiętam wielu gości, ale też dzień, w którym ktoś głośno przeprosił, że musi już wyjść, ma pilne sprawy. Arek odpowiedział wówczas, że to jest Salon, każdy do niego może wejść i wyjść o dowolnej porze, napić się wina, o które długo – zwłaszcza w początkowych latach – dbali sponsorzy.

Niegdyś w tymże Salonie wybuchł spór – czy wina ojca idzie w syna? Czy dziedziczymy grzechy przodków za winę wobec kaliskich żydów? Działo się to na tle Krajobrazu z czerwonym słońcem…

Arek lubił prowokować, nie zgadzać się, kategorycznie wygłaszać swoje sądy. Chciał naprawiać świat, zapominając niekiedy, iż jeden z jego ulubionych pisarzy i filozofów, Dostojewski, ostrzegał, że trzeba najpierw uzyskać do tego prawo. Ale on chciał już, natychmiast, najlepiej żebyśmy wszyscy zamienili auta na rowery. Sam zrobił to spektakularnie. Dandys na rowerze. Dlaczego nie? Arek jeździł w sposób dystyngowany, jak na bywalca salonów przystało. Lecz Jego sanktuarium nie był buduar, tylko nasze miasto, które kochał i którego czasami z równą siłą nienawidził, raz nawet obrazoburczo nazywając je Kaliszewem. Wszystkie jego książki związane są z Kaliszem, może ciaśniej – jak powiedziałby poeta – niż drzewo z ziemią.  

Odszedł nagle, z nikim tego nie uzgodnił, co teraz bardzo boli.

Czy masz teraz, Arku, widok lepszy, niż ze swojego okna na poddaszu? Czy tam, w salonach wieczności, częstują gości kojącym nektarem prawdy ostatecznej?

 

Mogłeś przecież

pozostać jeszcze trochę z nami w przedpokoju.

 

Przyjaciele,

którym pióra użyczyła Beata, znająca Arka najdłużej.

Dziękujemy za przeczytanie tego artykułu.

Pomóż nam w rzetelnym informowaniu mieszkańców Kalisza i regionu. Wspieraj niezależne dziennikarstwo.

Naszą misją jest dostarczanie kaliszanom wszelkich informacji dotyczących życia społecznego, polityki, sportu i kultury. W dobie fake newsów oraz mediów zależnych od barw politycznych, dostarczamy informacje obiektywne, niezależne i rzetelne. Słuchamy głosu każdej strony, każdego środowiska, każdego mieszkańca. Wspieramy tych, którzy potrzebują pomocy i działają charytatywnie. Popieramy wszelkie akcje społeczne, relacjonujemy protesty, reprezentujemy interesy mieszkańców. Promujemy przedsiębiorców i firmy lokalne.

Jako medium internetowe stawiamy na szybkość i jakość przekazywania informacji. Podajemy tylko sprawdzone i potwierdzone wiadomości - weryfikowane u źródła. Nie szukamy tanich sensacji.

Od 2007 roku bezpłatnie udostępniamy Wam nasz portal. Jako jedyny portal lokalny umożliwiamy Wam samodzielne dodawanie własnych, niekomercyjnych artykułów. Jako jedyny portal lokalny oddajemy do Waszej dyspozycji archiwum artykułów z ostatnich 12 lat - jest ich prawie 40 tysięcy! Dostęp do wszystkich treści zawsze był, jest i będzie darmowy. Nie stoją za nami korporacje ani organizacje. Funkcjonujemy dzięki reklamodawcom i dzięki Wam - czytelnikom portalu Calisia.pl.

Na świecie coraz więcej tytułów wprowadza opłaty lub zachęca do dobrowolnego wspierania ( theguardian.com, Wikipedia ). W dobie koronawirusa, kiedy również i reklamodawcy przechodzą przez „turbulencje”, zachęcamy Was do dobrowolnego wsparcia Calisia.pl poprzez kliknięcie poniżej i wybranie jednej z opcji wsparcia (czyli dobrowolna wpłata). Nawet niewielka miesięczna kwota pomoże nam w rozwijaniu Calisia.pl. Wpłaty obsługuje bezpieczny i sprawdzony system PayPal. Z góry dziękujemy!

Przeglądaj zasoby Calisia.pl

OPINIE UŻYTKOWNIKÓW:

TE ARTYKUŁY MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ