O wyroku poinformowali podczas konferencji prasowej radni Koalicji Obywatelskiej. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu uwzględnił skargę wojewody wielkopolskiej i stwierdził nieważność uchwały, jednocześnie zasądzając od miasta Kalisza 480 zł tytułem zwrotu kosztów postępowania.
Rozstrzygnięcie sądu pierwszej instancji kończy jeden z etapów sporu, który rozpoczął się jeszcze w 2024 roku. Wówczas, mimo apeli części radnych o wstrzymanie się z decyzją do czasu uzyskania opinii IPN, większość w Radzie Miasta przyjęła uchwałę nadającą jednej z ulic imię Henryka Kinastowskiego, dziadka urzędującego prezydenta Kalisza.
W uzasadnieniu WSA szeroko odniósł się do ustawy z 1 kwietnia 2016 r. o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy ulic i innych obiektów użyteczności publicznej. Sąd uznał, że w tej sprawie doszło do naruszenia art. 1 ust. 1 i 2 tej ustawy. Kluczowe znaczenie miała opinia Instytutu Pamięci Narodowej, ale nie tylko ona. Jak wynika z uzasadnienia, wojewoda, poza stanowiskiem IPN, zgromadziła również dodatkowy materiał z Archiwum Państwowego w Kaliszu, w tym akta osobowe Henryka Kinastowskiego. Z dokumentów tych wynikało nie tylko członkostwo w PPR i PZPR, ale także aktywna działalność w strukturach i organizacjach wspierających komunistyczny aparat władzy: Towarzystwie Pomocy ORMO, Towarzystwie Przyjaźni Polsko-Radzieckiej czy później PRON. WSA podkreślił przy tym, że nie ocenia zasług Henryka Kinastowskiego dla odbudowy i rozwoju Kalisza. Sąd zaznaczył jednak wyraźnie, że to nie te zasługi były istotą sporu. Istotne było pytanie, czy jego działalność polityczna i społeczna w okresie PRL oznaczała promowanie komunizmu w rozumieniu ustawy. Odpowiedź sądu była twierdząca. W uzasadnieniu znalazł się też fragment szczególnie ważny dla lokalnego sporu: sąd uznał, że wątpliwości wobec patrona istniały już na etapie procedowania uchwały. Przypomniał, że część radnych apelowała o wstrzymanie głosowania do czasu uzyskania stanowiska IPN, a sam rozkład głosów (12 "za", 10 "wstrzymujących się", bez głosów przeciwnych) nie zamykał sprawy, lecz pokazywał, że ocena patrona była niejednoznaczna.
Radni KO. Od lewej: Marcin Małecki, Magdalena Sekura-Nowicka, Dariusz Grodziński, fot. Calisia.pl
Dla radnych Koalicji Obywatelskiej wyrok nie jest dla nich zaskoczeniem. – Bardzo ważne jest to, że sąd zwrócił uwagę na sytuację, kiedy to w pierwotnej wersji, gdy ta uchwała miała być właśnie podejmowana na sesji rady miasta, jako klub radnych wystąpiliśmy z apelem o to, by tej uchwały nie procedować, żebyśmy wstrzymali się i najpierw faktycznie zbadali tę sprawę zgodnie z porządkiem prawnym. Mimo tego i tak rada miasta, korzystając z większości, tę uchwałę podjęła – mówi Magdalena Sekura-Nowicka. W ocenie radnej polityczny pośpiech doprowadził do sytuacji krzywdzącej także dla samego patrona i jego rodziny. – Tak naprawdę to, co się wydarzyło, jest bardzo przykre. Po raz kolejny mamy do czynienia z sytuacją, w której w pośpiechu, gdzieś w zaciszu gabinetów, zapadają decyzje, które nie są do końca zgodne ani z tym, czego potrzebują mieszkańcy, ani, co najważniejsze, z przepisami prawa. I tak dalej być nie może. Wcześniej mówiłam, że mieszkańcy zostali potraktowani przez pana prezydenta "metodą na wnuczka". Dziś mogę powiedzieć, że konsekwencje dotykają nie tylko mieszkańców, ale również najbliższej rodziny. W tej chwili najbardziej nieprzyjemne skutki dotyczą samej osoby pana Henryka Kinastowskiego, który w oczach wielu z nas był zawsze kimś, kto znacząco przyczynił się do odbudowy Kalisza. Dziś jednak okazuje się, że za tą postacią stoi także historia, która niekoniecznie jest akceptowana.
Radny Dariusz Grodziński mówi o "grzechu kardynalnym" po stronie władz miasta. – Po pierwsze, sam fakt, że ktoś obejmując władzę chce w jakiś sposób budować pomniki swoim krewnym... można, ale w opinii chyba każdego jest to co najmniej nieetyczne i niewłaściwe. Drugim grzechem jest to, że te same osoby i to samo środowisko, które podnosiło rękę na przykład na Bolesława Rubińskiego, słysząc cytaty z mównicy Rady Miasta Kalisza, które nasz klub i nasi radni przytaczali choćby ze zwykłej encyklopedii o panu Kinastowskim, w ogóle nie przyjęły tego do wiadomości. Przepchnięto tę uchwałę niemal kolanem, wbrew argumentom i faktom, bez żadnej analizy. To jest drugi grzech kaliskiego samorządu i obecnie rządzących. Trzeci grzech wyjdzie za chwilę, ponieważ ta sytuacja jest wstydliwa, kuriozalna i niepotrzebna, ale została wymuszona przez rządzących, przez samego prezydenta. Dotknie ona osób, które kupują mieszkania i meldują się pod tym adresem i które będą musiały wykonać pewne czynności administracyjne, ponieść koszty, w tym opłaty związane ze zmianą dokumentów. Dlatego uważam, że aby wyjść z twarzą i honorem, prezydent Kinastowski powinien tym wszystkim ludziom z własnych środków pokryć koszty administracyjne zmiany adresów i dokumentów. To nie jest ich wina, że znaleźli się w tej politycznej pułapce.
Wyrok jest nieprawomocny. To oznacza, że po doręczeniu miastu odpisu wyroku z uzasadnieniem możliwe jest wniesienie skargi kasacyjnej do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Radni KO uważają, że pole manewru miasta może być ograniczone. – Jeżeli chcą grać na czas, to tak, złożą skargę, natomiast tam nie ma żadnych błędów formalnych, tam nie ma żadnych niedomówień, tam wszystko jest czarno na białym – ocenia Grodziński.
Jeśli wyrok się utrzyma, miasto będzie musiało uporządkować stan prawny ulicy. W praktyce oznacza to konieczność nadania jej nowej nazwy. To z kolei uruchomiłoby całą administracyjną procedurę dla mieszkańców i właścicieli lokali: meldunki, adresy, dokumenty, wpisy w rejestrach i umowach. Na razie nie padła żadna konkretna propozycja nowego patrona.
Z pytaniami w tej sprawie zwróciliśmy się do Urzędu Miasta. Zapytaliśmy, czy prezydent planuje wniesienie skargi kasacyjnej do Naczelnego Sądu Administracyjnego, jakie działania miasto podejmie w przypadku uprawomocnienia się wyroku i czy rozważane jest wsparcie dla mieszkańców w związku z ewentualnymi kosztami administracyjnymi i zmianą adresów. Czekamy na odpowiedź.