Śmierć 25-letniego Adama z Kalisza. Zmarł przez zaniedbanie lekarzy?

2016-02-21 12:42:00 redakcja

Prokuratura Rejonowa w Kaliszu wszczęła śledztwo, mające ustalić okoliczności związane z udzielaniem pomocy medycznej niespełna 26-letniemu Adamowi Nowickiemu z Kalisza. Młody mężczyzna zmarł kilka dni po tym, jak został wypisany z kaliskiego szpitala. Przyczyną śmierci był zator płucny. Rodzina uważa, że do śmierci Adama przyczyniła się ignorancja lekarzy.

Adam zmarł przez zator płucny na skutek zakrzepicy w prawej nodze – mówi Agata Truszkowska-Nowicka, matka 25-letniego Adama.

25-letni Adam od najmłodszych lat – szkoły podstawowej, gimnazjum i liceum – trenował windsurfing w kaliskim klubie Szturwał, jeździł na rowerze, zimą na snowboardzie. Przez 5,5 roku był z dziewczyną w związku. Obydwoje studiowali w Łodzi i w tym samym czasie mieli bronić swoje prace magisterskie. Adam należał do grona utalentowanych, pracowitych i niesamowicie ambitnych studentów łódzkiej ASP.

Chłopak nigdy wcześniej nie chorował i nie miał żadnych problemów ze zdrowiem.

Wszystko zaczęło się przed Wigilią

W czwartek, 17 grudnia Adam poszedł do Studenckiej Spółdzielni Lekarskiej w Łodzi. Odczuwał ból w pachwinie. Mówił, że go “kłuje” – opowiada matka chłopaka. Lekarz go obejrzał i skierował na badania do szpitala, wskazując podejrzenie przepukliny pachwinowej. Doktor zaznaczył, że to badanie nie jest aż takie pilne, więc może jechać do domu i tam się zgłosić do placówki – tłumaczy Pani Agata. Następnego dnia, w piątek Adam przyjechał do Kalisza i powiedział, że w poniedziałek pójdzie na badania do szpitala.

Przepuklina pachwinowa – lekarz w szpitalu potwierdza

21 grudnia Adam udał się ze skierowaniem na Szpitalny Oddział Ratunkowy w Kaliszu. Tam przeprowadzono z nim konsultację chirurgiczną i wykonano ogólne badanie morfologi krwi oraz usg brzucha. Kiedy już były wyniki, lekarze stwierdzili, że wszystko jest w porządku, zarówno analizy, jak i te podstawowe badania. Chirurg potwierdził, że jest to przepuklina pachwinowa i wystawił mu skierowanie na zabieg operacyjny z datą 23 maja. Powiedział, że przepuklina nie wymaga hospitalizacji – relacjonuje Pani Agata. “To jest zdrowy, 25-letni mężczyzna” – powiedział lekarz. Adam wraca do domu.

We wtorek, 22 grudnia ból “schodzi” w dół i zaczyna promieniować na udo. Syn się denerwował, że z takim nieustającym, “kłującym” bólem będzie musiał czekać do końca maja. Zaczęłam dzwonić po innych lekarzach, żeby mi pomogli – opowiada Pani Agata. On czuł się coraz gorzej. Uświadomiłam sobie, że to chyba nie może być przepuklina, skoro to tak boli i zaczyna promieniować na udo.

Jeszcze tego samego dnia, około północy Pani Agata po raz drugi jedzie z Adamem na SOR. W międzyczasie zemdlał mi w samochodzie. Musiałam się zatrzymać, żeby go ocucić. Wtargałam go na izbę przyjęć. Powiedziałam pielęgniarkom, że syn był tutaj wczoraj na SORze, że ma tę przepuklinę pachwinową, ale tak go boli że mdleje z bólu.

Jednak nie przepukilna

Adam dostaje ketonal domięśniowo. Lekarz ogląda pachwinę i stwierdza, ze to jednak nie jest przepuklina pachwinowa tylko zapalenie węzłów chłonnych. Przepisuje dwa antybiotyki, w tym przeciwbólowy. Było to dla mnie dziwne, że przy zapaleniu węzłów chłonnych mdleje się z bólu, ale lekarz powiedział, że mogą tak boleć nawet do utraty przytomności. Wykupiliśmy antybiotyki – mówiła Pani Agata.

23 grudnia. Adam jest w domu. Z godziny na godzinę jest coraz gorzej. Ból przeniósł się na całą nogę. Syn już praktycznie utykał na tę nogę. O 13:00 przyjechała jego dziewczyna. Po raz trzeci pojechali na SOR, przedstawili karty, tłumaczyli, że był w poniedziałek i w nocy z wtorku na środę i że w jeden dzień miał stwierdzoną przepuklinę, a kilka godzin później zapalenie węzłów chłonnych, a w tym momencie nawet nie może stąpnąć na nogę – mówi matka Adama.

Lekarz ponownie kieruje chłopaka na wywiad do chirurga. Ten z kolei wersję o przepuklinie potwierdza. Następnie Adam ma konsultację u internisty, który wyklucza zapalenie węzłów chłonnych i stwierdza, że to może nie być przepuklina pachwinowa tylko udowa i proponuje wykonanie badania usg pachwiny prawej. Po tych dwóch konsultacjach, Adam wraca na SOR. Lekarz zarządza, że nie będzie drugiego usg, bo było robione w poniedziałek. Adam ma brać leki, które zostały mu przepisane i na tym koniec. Nie miał robionych już żadnych analiz, żadnych dodatkowych badań – dodaje Pani Agata.

24 grudnia..

W Wigilię było jeszcze gorzej. Nie miał nawet siły siedzieć z nami przy stole. Cały czas mieliśmy nadzieję, że jak będzie brał antybiotyki to mu to przejdzie. W drugi dzień świąt leżał tylko w łóżku. Mówił, że jak leży to chociaż mniej go boli. Nie mógł stać ani chodzić. Jak szedł do toalety trzymał się ścian – opowiada matka.

W nocy, około 1:00 Pani Agata słyszy płacz. Weszłam do pokoju i zobaczyłam szlochającego go w ręcznik. Powiedziałam wtedy dość! Jedziemy do szpitala i nie wyjdziemy stamtąd dopóki Ci nie pomogą. Czułam taką bezradność.

O 1:30 – Pani Agata jest już z Adamem w szpitalu. To był 26 grudnia – wspomina. Trudno mówić o szczęściu, ale trafiłam na dwóch młodych lekarzy, którzy byli na dyżurze. Pokazałam im 3 karty z SORu, powiedziałam, że byliśmy 3 dni pod rząd i za każdym razem słyszymy inną diagnozę. Prosiłam ich o pomoc, bo to dla mnie nienormalne. Jak każda matka znam swoje dziecko i wiem, jaki ma próg bólu, a jego i tak był ponadprzeciętny, więc jeśli widzę, że siedzi i płacze z bezsilności to nie mogę czekać.

Na 100% zakrzepica

Tej nocy lekarze rozpoczynają diagnostykę. Rozszerzyli mu analizy, również pod kątem wyrostka, nerek i D-dimerów – mówi Pani Agata. Powiedzieli, że na 100% jest to zakrzepica.

Adam miał bardzo podwyższony poziom D-dimerów – 14 tysięcy, a dopuszczalna norma wynosi 500 jednostek. Lekarze zwrócili uwagę, że nie ma typowych objawów (książkowych) zakrzepicy, bo noga nie jest spuchnięta i czerwona. A przy zakrzepicach często są objawy zewnętrzne. On ich nie miał – opowiada matka chłopaka.

Adam ma wykonane również badanie tomograficzne i usg Dopplera. I wszystko jasne – zakrzepica żył głębokich prawej nogi, obejmująca żyłę biodrową, żyłę udową głęboką, żyłę podkolanową, żyły piszczelowe tylne i strzałkowe oraz “odcinkowo” żyły śródmięśniowe łydki prawej.

Lekarze są przerażeni

Każdy dzień miał znaczenie. Zakrzep może powstać w ciągu jednego dnia. Krew była za gęsta, skrzepy budowały się w żyłach. Ci lekarze w nocy byli wręcz przerażeni – mówi Pani Agata.

25-latek zostaje zatrzymany w szpitalu. Ma podaną dużą dawkę heparyny w brzuch. Trafia na chirurgię ogólną, chociaż lekarze wiedzą, że powinien leżeć na chirurgi naczyń. Dostawał rano i wieczorem heparynę. W takcie pobytu w szpitalu miał gorączkę – mówi Pani Agata.

28 grudnia, w poniedziałek w południe Pani Agata rozmawia z ordynatorem. Powiedział mi, że syn powinien leżeć na chirurgii naczyń, a nie ogólnej, ale będą go konsultować. Wezwą chirurga naczyniowego. “Proszę się nie przejmować” – uspokajał – opowiada matka. Adam leży z nogą “w górze”.

Prawdopodobieństwo wystąpienia zatorowości płucnej

Tego samego dnia jeszcze, dziewczyna Adama dzwoni o godzinie 16:00 do Pani Agaty, że coś się dzieje, bo zabierają Adama na tomografię. Prosto z tomografii Adam jest przewieziony na kardiologię, na Oddział Intensywnego Nadzoru Medycznego. Okazuje się, że chirurg naczyniowy, który był na konsultacji podejrzewa, że może dojść do zatorowości płucnej, co oznacza, że skrzepy mogą zacząć się odrywać i “pływać” w krwiobiegu. Tomograf faktycznie to wykazał. W jednej tętnicy miał 70% światła zajęte, w drugiej 50% – mówi Pani Agata. Zadzwoniłam do kolegi- lekarza kardiologa, żeby mi pomógł. Kazał mi się uspokoić. Powiedział, że zatorowość dotyczy dolnej części płuc, więc jeszcze tak nie zagraża życiu i powiedział że w Kaliszu mamy dobry Oddział Kardiologii, że 25-latka nie zbagatelizują w żaden sposób. Nie mniej jednak zwrócił uwagę, że żyły były bardzo zajęte zakrzepami i powiedział, że jest dobra chirurgia naczyń w Poznaniu i jeśli będzie potrzeba to tam można szukać pomocy.

Adam był przerażony

We wtorek, Pani Agata ponownie jest na rozmowie u ordynatora na kardiologii. Powiedział, że nie ma takiej potrzeby, że oni będą wzywać na konsultację swojego chirurga naczyniowego. Adam ma wlew z heparyny, pobieraną krew co 6 godzin i wartości w pompie są zmieniane.

Po kilku dniach chirurg naczyniowy każe kupić pończochy uciskowe. Tłumaczy, że ze względu na proksymalną zakrzepicę żył głębokich pionizacja pacjenta została opóźniona.

4 stycznia nastąpiło pierwsze pionizowanie. Adam ma przejść wzdłuż łóżka. On nadal nie mógł tego zrobić, mimo, że dostawał pompę z heparyny. Ból był taki duży – wspomina matka.

6 stycznia pacjent zostaje odłączony od pompy z heparyny i przechodzi na leki doustne. Dzień wcześniej miał robionego powtórnie Dopplera. Nic się nie zmieniło. Heparyna rozrzedza krew i zapobiega powstawaniu nowych zakrzepów – mówi Pani Agata.

8 stycznia chłopak zostaje wypisany ze szpitala. Był to dla nas szok. Dzień wcześniej nie mógł wstać z łóżka i dojść do toalety. Ordynator zapewnił, że ze strony kardiologicznej wszystko jest zabezpieczone. Ma chodzić w pończosze bo ona poprawia ukrwienie. Żeby go zabrać z oddziału musiałam pożyczyć wózek inwalidzki, ponieważ nie był w stanie zrobić nawet kroku – opowiada Pani Agata. W tym momencie zaczynam szukać pomocy u specjalistów poza Kaliszem.

Pani Agata umawia syna na wizytę u hematologa w Łodzi. Z tym, że musieliśmy poczekać 5 dni, bo nie było go na miejscu. Wyznaczyli nam termin na 14 stycznia.

Mam do siebie ogromne pretensje – mówi mama Adama. Pytałam lekarzy, czy skrzep się może urwać. W odpowiedzi usłyszałam, że nigdy nie ma 100% gwarancji, ale tutaj nie powinno dojść do takiej sytuacji, bo wszystko jest zabezpieczone i ma chodzić w pończosze.

W sobotę, 9 stycznia Adam bardzo źle się czuje. Ma trudności z poruszaniem się. Denerwował się. Cały czas kończył pisanie pracy magisterskiej. W szpitalu też miał komputer, bo do 20 stycznia musiał wszystko złożyć na uczelni. W międzyczasie miał reprezentować uczelnie na wystawie, nie mógł pojechać. Wszystko zaczęło go przytłaczać.

14 stycznia rano, w dniu wyjazdu do Łodzi Adam czuje się lepiej. Ubiera się. Pakuje. W pewnym momencie robi mu się słabo i mdleje. Pani Agata dzwoni po pogotowie.

Do przyjazdu pogotowia (godz. 11:30) Adam odzyskuje przytomność. Zaczęli mu robić ekg, ale tracił oddech. Podali mu tlen. Kiedy zrobili ekg, serce się zatrzymało. Podjęto akcję reanimacyjną. Trwała ponad 40 minut. O 12:41 lekarz stwierdził zgon. Poinformował mnie, że przyczyną śmierci był rozległy zator płucny – opowiada zrozpaczona matka. Nie chcieliśmy sekcji zwłok. Nagłaśniamy tę sprawę z nadzieją, że coś się zmieni. Może zmienią się ludzie. Może zmieni się podejście, bo ja od nich nic nie chcę. Może kiedy ludzie to usłyszą będą bardziej walczyć o swoje prawa – prawa jako pacjenci.

Co weekend czekam na jego przyjazd – mówi Pani Agata, mama Adama.

Prokuratura wszczęła śledztwo
18 stycznia, rodzina Adama złożyła zawiadomienie do prokuratury. Przedstawiono okoliczności związane z udzielaniem zmarłemu pomocy medycznej w jednostkach leczniczych na terenie Kalisza i Łodzi. W oparciu o złożone zawiadomienie i dodatkowe ustalenia, m.in. przesłuchania dalszych członków rodziny, prokuratura rejonowa w Kaliszu w dniu 20 stycznia wszczęła śledztwo, którego jako przedmiot wskazano nieumyślne spowodowanie śmierci mężczyzny. Obecnie wykonywane są dalsze działania zmierzające do ustalenia okoliczności związanych z udzielaniem mu pomocy medycznej, poprzedzających śmierć mężczyzny. Trwają przesłuchania. Zabezpieczono dokumentację medyczną – powiedział portalowi Calisia.pl Janusz Walczak z ostrowskiej prokuratury.

Prokuratura powoła biegłych z zakresu medycyny sądowej w celu wydania właściwej opinii.

OPINIE UŻYTKOWNIKÓW:

TE ARTYKUŁY MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ