Rodzina Iwaszkiewicza w Kaliszu

2012-09-22 16:37:00 e.

Spotkanie z prawnuczką Jarosława Iwaszkiewicza zapełniło salę Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Adama Asnyka. Ludwika Włodek opowiadała o „Tajemnicach codzienności domu Iwaszkiewiczów".

Autorka książki “Pra: o rodzinie Iwaszkiewiczów” spotkała się z kaliszanami w ubiegły piątek. Pisarka opowiadała o osobistych wspomnieniach jej oraz rodziny na temat polskiego poety. Głównym tematem spotkania były arkana związku pisarza z żoną, Anną Iwaszkiewicz.
Co było spoiwem tego związku, miłości, która trwała 60 lat?
Ludwika Włodek: - Miłość właśnie, na pewno trudna miłość, nie da się przeżyć 60 lat w sielnace. Zwłaszcza, że – co jest w tej chwili tajemnicą poliszynela – Jarosław miał skłonności homoseksualne i w związku z tym, nie był wierny swojej żonie, zdradzał ją, czyli oprócz erotycznej bariery, była też bariera czysto charakteologiczna. Jarosław był spokojny, zamknięty w sobie nie mówił o swoich uczuciach, nie poruszał wielkich spraw. W mojej książce przewija się, że jego żona – czyli moja prababcia, pisze do swojego wnuka czyli do mego ojca „no wiesz, jaki jest dziadzia, on nie lubi poważnych rozmów”. A ona lubiła. Lubiła porozmawiać, dogłębnie – czego on nie znosił. Fizycznie nawet byli inni – ona taka malutka, krucha, szybko się poruszała, mówiła, chodziła, a on był wielki, zwalisty. Nawet w codziennych rzeczach – dom w którym mieszkali w Podkowie Leśnej miał dwa wejścia jedno główne, ganek od frontu i długą, szeroką drogę. Jarosław zawsze wychodził tym wejściem od frontu, kroczył powoli, a ona zawsze wychodziła tym małym wejściem od kuchni i tak biegła małą ścieżynką, na skróty. On na przykład był strasznym smakoszem i obżartuchem, dla niej jedzenie mogłoby nie istnieć. Miała kilka potraw które lubiła i śmiała się, że wszystkie są na „k”: kawa, kawior … A poza tym nie lubiła jeść. Z drugiej strony wiele ich łączyło – miłość do sztuki, do muzyki, oboje byli ludźmi wykształconymi muzycznie, interesowali się literaturą, ona była godną jego partnerką w intelektualnym znaczeniu. Ona była pierwszą osobą, która czytała jego rękopisy, z nią toczył długie rozmowy i cenił jej zdanie. Wiele osób mówiło, że szkoda, że nie pozostawiła czegoś po sobie. Dużo ludzi mówiło, że była świetnym tłumaczem i, że jej talent literacki zginął pod wpływem słynnego męża.Ale było to porozumienie duchowe, bo to małżeństwo przetrwało. Nawet to, że umarli tak jedno po drugim o tym świadczy.
W książce pisze pani o wojnie, widać bohaterstwo, oddanie. Pani oceniała postawę Iwaszkiewicza po wojnie i wydaje się, że to całe bohaterstwo zostało zniszczone, właśnie przez to zaangażowanie w komunizm po wojnie np. przyznaniem nagrody leninowskiej Iwaszkiewiczowi. W 1970 roku pisarz dostał nagrodę, to wyróżnienie było wówczas uważane za radziecki suubstytut Nagrody Nobla. Dlaczego Jarosław nie odwrócił się od komunizmu?
-To nie jest takie czarno – białe, można postawę Iwaszkiewicza wyjaśniać, mnie te wyjaśnienia nie przekonują, aczkolwiek rysują to na szerszym tle, wydaje mi się, że Iwaszkiewicz był przekonany, że żywioł, który opanował i położył łapę na Polsce po drugiej wojnie światowej jest mocny, lepiej się więc nie wykrwawiać i ocalić co się da. On mówi o ratowaniu substancji, nie o leceniu z szabelką na wroga.Takie szarpanie się z wrogiem przynosi mniej pożytku, niż układanie się z władzą, negocjowanie. Z drugiej strony on czerpał korzyści – miał kierowcę, piął się po szczeblach władzy, łechtało to jego próżność bo był człowiekiem łasym na komplementy, który lubił być ważny. Imponowało mu to, że Ci komunistyczni politycy go poważali – czyli poświęcał się, ale z drugiej strony to była jego słabość, której ulegał. Ja nie jestem za tym by go oczyszczać z zarzutów, ale też nie by go oczerniać. Wyzwolenie Polski było wspólną pracą i tych, którzy stawiali oprór i byli w opozycji, ale byli też Ci, którzy rozmawiali z władzą i próbowali negocjować.
A jak wyglądała sytuacja w domu? Jak członkowie się odnosili po takich zdarzeniach, politycznym zaangażowaniu Iwaszkiewicza?
- Większość członków odnosiła się negatywnie, ale kij ma dwa końce – Ania często się kłóciła na tematy polityczne, nigdy nie chodziła z nim na przyjęcia, ona była wierzącą katoliczką, komunizm się jej nawet podobał, gdy przez kilka pierwszych lat komuniści współpracowali z kościołem.
Spotkanie poprowadzili studenci filologii polskiej w ramach projektu ”Młodzi bibliofani prezentują”.

Jeśli spodobał Ci się nasz artykuł,

wrzuć nam coś do kapelusza :)

Wesprzyj jednorazowo

Wdzięczny Zespół Calisia.pl

Przeglądaj zasoby Calisia.pl

Opinie użytkowników:

Te artykuły mogą cię zainteresować