Biznes
Magazynowanie baterii litowo-jonowych: branża logistyczna wciąż ignoruje realne ryzyko. Ekspert ostrzega!
Baterie litowo-jonowe są dziś obecne praktycznie w każdym segmencie rynku - od telefonów, laptopów i powerbanków, przez elektronarzędzia, po hulajnogi czy rowery elektryczne. Jednocześnie coraz częściej trafiają do magazynów operatorów 3PL i centrów dystrybucyjnych. Problem polega na tym, że branża logistyczna wciąż traktuje je jak zwykły towar.
Zdaniem Wojciecha Wiśniewskiego, Business Development Director i Dangerous Goods Safety Advisor w ADECON, to poważny błąd, który może zakończyć się katastrofalnymi konsekwencjami operacyjnymi i finansowymi.
„Największym nieporozumieniem jest założenie, że baterie litowo-jonowe są towarem neutralnym. Nie są. To jest towar, który potrafi zainicjować pożar sam z siebie – bez czynnika zewnętrznego” - podkreśla ekspert.
Ryzyko, którego nie mają inne towary
Większość produktów magazynowych wymaga bodźca zapalnego: iskry, płomienia, tarcia albo wysokiej temperatury. W przypadku ogniw Li-Ion wystarczy defekt wewnętrzny lub uszkodzenie mechaniczne. To zjawisko określane jest jako thermal runaway - gwałtowne przejście reakcji do fazy niekontrolowanej.
„To jest coś, czego zwykły towar nie robi. Gazeta, paleta czy karton sam z siebie się nie zapala. Bateria litowo-jonowa - jak najbardziej tak.”
Kiedy już dojdzie do zapłonu, sytuacja eskaluje szybko. Pożar baterii jest trudny do ugaszenia, ponieważ energia generowana jest wewnątrz ogniwa, a nie na powierzchni. Dodatkowo rozżarzone ogniwa mogą dosłownie „wystrzeliwać” z urządzeń, zapalając otoczenie.
„Tego nie gasi się gaśnicą. Ten pożar trzeba przeczekać, kontrolować i izolować. A w magazynie bez separacji i systemów to oznacza rozprzestrzenianie na kolejne palety.”
Branża wciąż udaje, że "to nie są materiały niebezpieczne"
Według eksperta problem ma dwa źródła:
1. Brak świadomości co jest właściwie magazynowane
Operatorzy magazynowi coraz częściej przyjmują towary zawierające baterie: hulajnogi, elektronarzędzia, sprzęt AGD, urządzenia przemysłowe czy rowery elektryczne - ale często nawet nie wiedzą, że obsługują Li-Ion.
Co istotne, baterie Li-Ion „wchodzą do magazynów tylnymi drzwiami” w formie całych urządzeń. To nie są tylko surowe ogniwa czy pakiety, ale przede wszystkim codzienna elektronika, m.in.:
- telefony
- laptopy
- powerbanki
- elektronarzędzia
- rowery i hulajnogi elektryczne
- moduły serwisowe
- zestawy części przemysłowych
Brak świadomości miejscami wynika więc nie z ignorancji, tylko z samej natury rynku.
2. Błędne deklarowanie towaru
Tu pojawia się kolejna rosnąca patologia rynku:
„Coraz częściej widzę baterie deklarowane jako ‘spare parts’. To jest tragiczny pomysł. Po pierwsze dlatego, że nie oddaje to klasy ryzyka, po drugie – wprowadza w błąd operatora. Magazyn nie ma świadomości co przechowuje.”
Konsekwencje? Nie tylko pożar, ale też ubezpieczenia
Operatorzy liczą, że w razie incydentu „ubezpieczyciel zapłaci”. Tyle że przy Li-Ion to założenie bywa błędne. „Jeśli magazyn nie spełnia wymogów technicznych, ubezpieczyciel może się wycofać z wypłaty. Operator zostaje sam z roszczeniami i zniszczonym magazynem. To nie jest teoretyczne ryzyko - to się już zdarza.”
Pięć elementów, które powinien posiadać magazyn z Li-Ion
Według Wiśniewskiego standardem powinny być:
1. Systemy aktywne - wykrywanie anomalii
Termowizja, sensory, analityka. „Chodzi o wykrycie problemu zanim przejdzie w fazę pożaru.”
2. Systemy pasywne - ograniczanie rozprzestrzeniania
„To nie ma gasić. To ma kupić czas.”
Separacje, tryskacze, strefowanie, komory.
3. Realne wymogi ubezpieczeniowe
Polisa musi uwzględniać klasę ryzyka i certyfikaty obiektu.
4. Procedury awaryjne + przeszkolony personel
Nie tylko segregator, ale przećwiczone scenariusze.
5. Ciągły nadzór operacyjny
To nie jest magazyn, który można zostawić „na noc bez opieki”.
Czy rynek jest gotowy?
Krótka odpowiedź: nie. Obiektów spełniających powyższe kryteria jest w Polsce bardzo niewiele - i trzeba to jasno powiedzieć. „Są droższe w budowie, droższe w operowaniu. Ale to jest jedyna droga, jeśli chcemy być poważni. Problem w tym, że rynek wciąż woli składować byle jak – byle taniej.”
Co mają zrobić firmy, które trzymają Li-Ion w standardowych magazynach?
Ekspert wymienia trzy opcje:
(1) podnieść świadomość ryzyka,
(2) modernizować obiekt lub
(3) przenieść towar do dedykowanego magazynu.
Ostatnia opcja to „akceptacja ryzyka”, ale wtedy trzeba się liczyć z tym, że: „Ubezpieczyciel powie: ‘nie płacimy’.”
A rynek Li-Ion dopiero rośnie
I to w tempie, które nie daje branży komfortu.
„W tej branży nie chodzi o to, czy incydent się wydarzy, tylko kiedy. Kto zrozumie to pierwszy – ten będzie miał przewagę i mniejszą ekspozycję na ryzyko.”