Polityka

Jak ma wyglądać Turbo Polska według Partii Razem? Liderzy spotkali się z mieszkańcami Kalisza

2026-04-12 11:00:00 BK

W piątkowy wieczór wielu młodych mieszkańców Kalisza wybrało spotkanie z liderami Partii Razem - Adrianem Zandbergiem i Aleksandrą Owcą. Działacze opowiedzieli o TurboPolsce — planie przełomowych inwestycji w polski przemysł, energetykę i nowoczesne technologie. 

fot. Błażej Krawczyk
fot. Błażej Krawczyk

Trwa trasa liderów Partii Razem Adriana Zandberga i Aleksandry Owcy. To inicjatywa promowana pod hasłem: „Nadszedł czas na Polskę z atomu, krzemu i stali”. 10 kwietnia spotkali się z mieszkańcami Kalisza w Akademii Tańca Uniejewski. Przyszło ponad 50 osób, a 90 procent słuchaczy i zainteresowanych stanowili młodzi ludzie. 

Spotkanie otworzył Adam Jura-Czarnecki z zarządu Okręgu Wielkopolskiego. Wysłuchaliśmy wystąpień przewodniczących ugrupowania Adriana Zandberga i Aleksandry Owcy a później przyszedł czas na pytania publiczności. 

Na wydarzeniu poruszony został temat lokalnych radnych Radosława Kołacińskiego, który już wcześniej działacze przywoływali w kontekście zjawiska "koryciarstwa" w Kaliszu oraz radnego Sławomira Chrzanowskiego z klubu Koalicji Obywatelskiej, dyrektora Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Kaliszu.

- Dyrektor otrzymał od Rady Społecznej nagrodę w wysokości trzech miesięcznych pensji za świetne wyniki finansowe. Wiecie, co oznaczają świetne wyniki finansowe? Oznaczają, że dyrektor nie wypłacił pracownikom pensji i to nie byle jakich pensji, nie wypłacił 37 milionów zł. 37 milionów niewypłaconych pensji dla pracowniczych i pracowników, a Rada Społeczna, w której zasiadają politycy również koalicji obywatelskich, daje temu dyrektorowi nagrodę. Mamy również innego radnego, który również jest dyrektorem, z pensją 28 tysięcy zł. W ciągu ostatniego czasu otrzymał podwyżkę w wysokości 11 tysięcy złotych. Otrzymaliście tutaj taką podwyżkę? A nasz szanowny radny, jednocześnie dyrektor WORDu otrzymał ją od swojego kolegi, od marszałka województwa, ponieważ to jest tak naprawdę ta sama klika kolesi. Uważamy, że to jest po prostu obrzydliwe. Uważamy, że to nie powinno tak wyglądać - mówił Adam Jura-Czarnecki z zarządu Okręgu Wielkopolskiego.

- Właśnie po to jesteśmy w polityce, żeby przyglądać się takim rzeczom i nie mówić, że wszystko jest w porządku. My chcemy to zmienić i chcemy to zmienić również w Kaliszu. Jesteśmy w czasie objazdu 49 dawnych miastach wojewódzkich, ale ta historia, ona się powtarza jak refren. To są miasta, w których często jest trudno o dobrą pracę. To są miasta, w których wszyscy mają poczucie, że rozwój często dzieje się gdzieś obok. Że to co najlepsze często dzieje się gdzieś obok. Ale jest grupa, jest kasta w tych miastach, która ma się naprawdę dobrze, która z tego świata układów i znajomości wyciąga sobie luksusowe, komfortowe życie. Ale nie dlatego, że poprawia jakość życia mieszkańców, tylko dlatego, że trzyma w żelaznej, zaciśniętym pięści całość władzy. Często nie od roku, nie od trzech lat, nie od pięciu lat, ale często od lat piętnastu, dwudziestu, dwudziestu pięciu. Te zamknięte, samorządowe układy władzy, one się powtarzają miasto po mieście. Miasto po mieście, to wygląda też tak, że zarządzanie majątkiem publicznym, zarządzanie tym, co wspólne, schodzi na drugi plan. Najważniejsze jest to, żeby po wyborach odpowiednią liczbę koleżanek i kolegów wynagrodzić stanowiskami, na których się zarabia po 20-30 tysięcy złotych. Niezależnie od tego, czy ci ludzie coś umieją, czy ich nie umieją. I razem jest między innymi po to, żeby to się w końcu zmieniło - mówił Adrian Zandberga.

Aleksandra Owca poruszyła temat rynku pracy. Zwróciła uwagę, że niektórzy otrzymują intratne posady po znajomości, a pracownicy doświadczeni i kompetentni nie mogą znaleźć zatrudnienia.

- W moim rodzinnym Krakowie, przewodniczący Rady Miasta otrzymał nagrodę za to, że został przewodniczącym Rady Miasta. To oprócz tego dostał trzy stanowiska w dwóch różnych województwach. Czy myślicie, że on w którąkolwiek z tych prac jest w stanie naprawdę dobrze wykonywać? Czy to są prawdziwe prace? Ja mam wątpliwości. I ludzie się mnie pytają, dlaczego cały czas o tym mówicie? Co to ma za znaczenie? Jest jak jest. Dlaczego tak się tutaj odgrażacie na to koryciarstwo? Dlaczego to dla mnie jest takie ważne? Dlaczego to jest coś, co mnie naprawdę dotyka? To jest po prostu niesprawiedliwe. Bo wszyscy widzimy, jak wygląda życie normalnych ludzi. Słuchajcie, mam koleżankę, która pracowała w jednej firmie 10 lat. Uczciwa, dobra, stabilna pracowniczka. Dobrze wykonująca swoje obowiązki. Oprócz tego, że obowiązki zawodowe, to zaangażowana w całą społeczność swojej firmy. Organizowała jakieś wyjazdy integracyjne, jakieś biegi, gadżety firmowe.  Ale w pewnym momencie, po 10 latach pracy, okazało się, że firma się zwija i że część tej pracy, która była wykonywana, przechodzi na automatyzację. Część przejęła, większa firma przeniosła zespoły poszczególne do Indii. I nagle okazało się, że po trzech miesiącach dziewczyna zostaje bez pracy, że nagle okazało się, że ten czas, który ma się, żeby wysłać CV, dostać nową pracę, znaleźć nową pracę, nie wystarcza. Bo wysyła się jedno CV, 10, 20, 100. I nagle okazuje się, że nie ma odpowiedzi, że ten świat, w którym jej kompetencje były poszukiwane i cenne, już nie istnieje.

Działacze poruszyli również temat ochrony zdrowia.
- Mówimy o tym, że ochrona zdrowia się prywatyzuje, że po prostu to, co teraz robi rząd, to jest głodzenie ochrony zdrowia i jej prywatyzacja. Ale dlaczego to ma znaczenie? To ma znaczenie dlatego, że umówiliśmy się, że ta publiczna ochrona zdrowia jest dla nas wszystkich. Że jest do niej równy dostęp. Że ci, którzy są chorzy, mają dostęp do pomocy, do opieki zdrowotnej. A tymczasem w tej naszej publicznej ochronie zdrowia, którą rząd głodzi, którą rząd chce zwinąć, pojawia się znowu magiczny, diamentowy wpis, paszport, którym można wejść wszędzie. W tym tygodniu usłyszeliśmy sprawę, większość z Was pewnie słyszała, senatora Lenza. Pan senator z Koalicji Obywatelskiej wziął i wszedł po prostu sobie do szpitala. Wprowadził swojego krewnego. Wszedł jak do siebie. Minął Izbę Przyjęć. Pominął wszystkie procedury. Wprowadził swojego krewnego na zabieg. I zadowolony. Po prostu potraktował szpital jako swoją własność. Jako coś, co po prostu może sobie użyć, dlatego że on ma znajomości. On jest senatorem koalicji rządzącej, więc może wszystko. I to nie jest odosobniony przypadek - mówiła Aleksandra Owca. - Wyobraźcie sobie, że w zeszłym roku działacz Koalicji Obywatelskiej, który został też akurat dyrektorem jednego ze szpitali, wziął i uprowadził ambulans należący do szpitala. Po prostu wsiadł do karetki, pojechał tą karetką, zabrał pacjenta i przywiózł do szpitala. Ten pacjent był krewnym posłanki Koalicji Obywatelskiej. Uprowadził ambulans bez uprawnień do kierowania tym ambulansem. Nie będąc lekarzem, nie będąc ratownikiem pogotowia, nie mając żadnych kompetencji do zrobienia tego, po prostu pożyczył sobie karetkę szpitalną, jak swoją. 

Współprzewodnicząca Partii porównuje obecny stan państwa z sytuacją jaka miała miejsce w czasach PRL-u.

Za PRL-u tak było, byli aparatczycy, którzy mieli dostęp do tego, czego miliony ludzi dostępu po prostu nie miały. I teraz tak naprawdę ta sama logika działa i dzisiaj? Tylko, że są dwa sposoby na to, żeby wykupić sobie ten luksusowy dostęp. Jeden to znajomości, jeden to układy, jeden to to, co widzimy w tych wszystkich kolejnych stolicach koryciarstwa. Ale drugi to po prostu pieniądze. To są ci, którzy mają dziesiątki, setki tysięcy złotych, którzy dorobili się olbrzymich pieniędzy i którzy po prostu są w stanie sobie wykupić bilet. Którzy są w stanie bez problemu zapłacić sobie za leczenie wtedy, kiedy go potrzebują. Którzy są w stanie zapewnić swoim dzieciakom luksusową na najwyższym poziomie edukację. Dla milionów normalnie pracujących ludzi są szkoły, w których są wakaty i w których coraz trudniej znaleźć dobrych nauczycieli przedmiotów ścisłych, w których nauczyciele języków zmieniają się jak kalejdoskopię. Dla normalnych, ciężko pracujących ludzi są coraz dłuższe kolejki w szpitalach. Jest stanie godzinami na korytarzach wśród dziesiątek zdesperowanych ludzi, którzy też nie mogą się doczekać na badanie, nie mogą się doczekać na konsultację, na zabieg. Wiecie, mamy w tym momencie najdłuższe kolejki do lekarzy specjalistów od kilkunastu lat. 

- Mamy ministra zdrowia, który patrzy na te rosnące kolejki i wzrusza ramionami. A jak się poczyta wywiady z panią ministrą zdrowia, to można tam przeczytać, że jej się bardzo by podobał taki system, w którym ludzie mieliby płacić za swoje leczenie z własnej kieszeni, a potem może dostać od  ubezpieczyciela kiedyś pieniądze z powrotem. Jak moglibyśmy nie być wkurzeni na to, że coś, co jest jedną z najważniejszych instytucji społecznych, co zapewnia ludziom prawo do życia i zdrowia, po prostu w Polsce nie działa - mówi Adrian Zandberg. - I mamy rząd, który udaje, że to się nie dzieje. Ba! Rząd, który konsekwentnie ten system niszczy. No bo prawda jest taka, że kolejne decyzje podejmowane także przez panią minister zdrowia oznaczają, że szanse ludzi na to, żeby uratować swoje zdrowie, jeśli chorują, będą coraz niższe. Bo to oznacza cięcie diagnostyki. Przecież diagnostyka, jeżeli się oszczędza na diagnostyce, to kończy się tak, że ludzie przychodzą do lekarza wtedy, kiedy jest już za późno. Jak się będzie oszczędzać na diagnostyce, to jak przyjdą nawet,  jeśli da się ich jeszcze wyleczyć, to to leczenie będzie kosztowało 8, 10, 12 razy więcej niż wtedy, gdyby zaczęto ich leczyć na samym początku choroby. A tymczasem ministerstwo po prostu, w zupełnie nieodpowiedzialny sposób pozwoliło ciąć na ślepo. Tak jak przedtem, mieli świetny pomysł, żeby likwidować porodówki. Na ślepo, patrząc na to, czy dobra porodówka, czy zła porodówka, czy potrzebna w jakimś regionie, czy nie, po Excelu i skończyło się tak, że potem są regiony takie jak Bieszczady, gdzie nie ma już żadnej porodówki. Są regiony wielkości Cypru w Polsce, gdzie nie ma żadnej porodówki, gdzie trzeba dojeżdżać po 50, 60, 70 kilometrów z porodem, jakbyśmy byli w XIX wieku. (Jakbyśmy żyli w państwie, które nie jest 20. gospodarką świata.

Według Razem, rząd dąży do wygaszenia publicznej służby zdrowia.
- To jest plan, którym jest po prostu wygaszenie publicznej ochrony zdrowia i stworzenie systemu, o którym się niektórym z nich marzy. Takiego, w którym po prostu prywatne firmy medyczne mają Eldorado i zarabiają świetne pieniądze, kosztem paru milionów ludzi, których stać na to, żeby płacić za leczenie i kosztem nieszczęścia milionów ludzi, którzy po prostu nie będą w stanie za swoje leczenie zapłacić i w tych wydłużających się kolejkach, w których nie da się doczekać na zabieg, w których nie da się doczekać na lekarstwa, zwyczajnie umrą - dodaje Adrian Zandberg.
 
Po wystąpieniach liderów przyszedł czas na pytania od publiczności, w których nie zabrakło zagadnień związanych z rolnictwem, wulgaryzacją języka debaty publicznej czy polityką, która zagląda do uczelni wyższych. 
 

 

Jeśli spodobał Ci się nasz artykuł,

wrzuć nam coś do kapelusza :)

Wesprzyj jednorazowo

Wdzięczny Zespół Calisia.pl

Przeglądaj artykuły z 16 lat istnienia portalu Calisia.pl - od 2007 roku do dziś !

Opinie użytkowników:

Te artykuły mogą cię zainteresować