"Drożdżówkowe podziemie", kosztem szkolnych sklepików

2015-09-29 12:28:00 redakcja, źródło: materiały prasowe

60 % sklepików szkolnych w Kaliszu i powiecie kaliskim zawiesiło swoją działalność, po wejściu w życie nowych przepisów, dotyczących sprzedaży zdrowej żywności. Procedura zamykania sklepików postępuje. Co na to uczniowie? Przynoszą do szkoły batony, drożdżówki i inne niezdrowe przekąski.

fot. Klearchos Kapoutsis from Santorini, Greece/org.wikipedia.pl
fot. Klearchos Kapoutsis from Santorini, Greece/org.wikipedia.pl

30 sierpnia minister zdrowia wydał rozporządzenie do ustawy ,,O bezpieczeństwie żywności i żywienia’’, które natychmiast weszło w życie. Właściciele szkolnych sklepików mieli więc bardzo mało czasu, aby dostosować sprzedawany asortyment do nowych przepisów, które wchodziły w życie 1 września. Część z nich, gdy sprawdziła, co można sprzedawać dzieciom, niemal natychmiast podjęła decyzję o zakończeniu działalności.

Rozporządzenie uruchomiło lawinę absurdów – pierwszy można dostrzec gołym okiem niemal w każdej szkole, gdzie kwitnie ,,czarny rynek’’ – przedsiębiorczy uczniowie przynoszą ze sobą zapasy batonów i drożdżówek, które sprzedają na przerwach koleżankom i kolegom. Na tym jednak się nie kończy – mówi Jakub Banasiak, rzecznik kaliskiego Sanepidu.

Kontrowersyjne rozporządzenie, które reguluje co można sprzedawać w sklepikach, jest wadliwe merytorycznie i niezgodne z aktualnym stanem wiedzy naukowej – mówi prof. Andrzej Wojtyła, dyrektor kaliskiego Sanepidu. Zakładam, że celem zmian w przepisach, jest ograniczenie nadwagi i otyłości wśród dzieci i młodzieży, ale to rozporządzenie przynosi skutek odwrotny od zamierzonego. Wszystkie aktualnie dostępne doniesienia naukowe mówią, że nadmiar masy ciała w wieku dziecięcym i nastoletnim, wynika głównie z zaburzeń odżywiania typu zbyt rzadkie spożywanie pokarmów, dojadanie, podjadanie czy objadanie się. Tymczasem po wejściu w życie rozporządzenia młodzież przestała kupować drugie śniadanie w sklepiku, bo jest ono ,,niesmaczne’’. Wygłodzone dzieci, wracając do domu, objadają się fast foodami, a to zgodnie z doniesieniami naukowymi prowadzi wprost do nadwagi i otyłości.

Inspektorzy Sanepidu sprawdzili, jak wygląda sytuacja szkolnych sklepików w Kaliszu i powiecie kaliskim. Okazało się, że 60 proc. sklepików szkolnych zawiesiło swoją działalność. W 30 proc. placówek nie zmienił się asortyment sprzedawanych produktów, ale taki stan nie będzie trwał długo – część właścicieli poważnie rozważa zamknięcie sklepików, ponieważ sprzedając marchewkę i wodę mineralną, nie będą w stanie utrzymać się na rynku. Łatwo można zatem wyliczyć, że zgodnie z rozporządzeniem działa zaledwie 10 proc. sklepików.

Życie nie znosi próżni i już dzisiaj obserwujemy zjawisko powstawania sklepów w pobliżu szkół, w których można kupić nie tylko drożdżówki, ale również chipsy i coca colę. Widzimy więc, że rząd wylał dziecko z kąpielą – dodaje szef kaliskiego Sanepidu, który w tej sprawie napisał list do ministra zdrowia. Chcę jednak podkreślić, że za taki stan rzeczy nie odpowiada obecny minister prof. Marian Zembala, a jego poprzednik Bartosz Arłukowicz, który zostawił po sobie ogromny bałagan w ministerstwie zdrowia. Proszę sobie wyobrazić, że Sanepidy w całej Polsce są zobowiązane do kontroli sklepików i stołówek. Jednak aby stosować sankcje (wynikające z zapisów rozporządzenia) należy udowodnić, że dany produkt nie spełnia wymagań. Tymczasem powiatowe stacje sanitarne, które tak naprawdę nadzorują sklepiki, nie dysponują laboratoriami zdolnymi do określenia odsetka tłuszczu czy cukru zawartego w danym produkcie. A laboratoria przygotowane do wykonywania takich badań (np. Instytutu Żywności i Żywienia) nie są przygotowane operacyjnie do masowego wykonywania takich badań. Mówiąc wprost, nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy sprzedawana żywność spełnia wymogi ustawy, czy nie. Podam kolejny przykład – nowe przepisy mówią, że napoje serwowane w szkołach i szkolnych stołówkach winny zawierać do 10 proc. cukrów. Eksperymenty przeprowadzone przez laboratorium w stacji sanitarnej, którą kieruję wykazały, że naturalnie wyciskane soki z owoców zawierają zawsze ponad 10% cukru (najmniej sok pomarańczowy świeżo wyciskany – 11% cukru). Czyli, jeśli naprawdę mielibyśmy przestrzegać przepisów rozporządzenia, musielibyśmy zakazać sprzedaży nawet wyciskanych soków ze świeżych owoców.

Czy jest szansa, że krytyczne uwagi zostaną wzięte pod uwagę przez urzędników ministerstwa?

Andrzej Wojtyła był ekspertem i konsultantem Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) podczas przygotowywania Globalnej Strategii Dotyczącej Diety, Aktywności Fizycznej i Zdrowia przyjętej przez Światowe Zgromadzenie Zdrowia w 2004 roku, którą Polska podpisała i zobowiązała się realizować.

Jeśli spodobał Ci się nasz artykuł,

wrzuć nam coś do kapelusza :)

Wesprzyj jednorazowo

Wdzięczny Zespół Calisia.pl

Przeglądaj artykuły z 16 lat istnienia portalu Calisia.pl - od 2007 roku do dziś !

Opinie użytkowników:

Te artykuły mogą cię zainteresować