Kultura

Czy można uszczęśliwić kogoś na siłę? W sobotę premiera "Molly Sweeney"

2026-05-27 12:50:12 redakcja@calisia.pl

Troje bohaterów, trzy monologi i jedna decyzja, po której nic nie będzie już takie samo. W sobotę 30 maja na Scenie Kameralnej Teatru im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu premiera spektaklu "Molly Sweeney" Briana Friela w reżyserii Andrzeja Bubienia. 

fot. Calisia.pl
fot. Calisia.pl

„Molly Sweeney” to kameralny dramat jednego z najważniejszych irlandzkich dramatopisarzy XX wieku. Brian Friel napisał sztukę w 1994 roku; po raz pierwszy pokazano ją w dublińskim Gate Theatre. W centrum opowieści znajduje się kobieta niewidoma od dzieciństwa, jej mąż oraz lekarz, który podejmuje się operacji przywrócenia jej wzroku.

Na pierwszy rzut oka mogłaby to być historia o medycznym cudzie. U Friela jest jednak odwrotnie: to opowieść o granicach pomocy, o cudzych ambicjach, o prawie do własnego sposobu istnienia i o pytaniu, czy "naprawianie" drugiego człowieka zawsze jest aktem miłości.

Tytułową Molly gra Kinga Bobkowska, Franka, jej męża, Kamil Owczarek, a doktora Rice’a Marcin Trzęsowski. Reżyseruje Andrzej Bubień, za scenografię odpowiada Paweł Dobrzycki, muzykę skomponował Piotr Salaber, a przekład przygotowała Małgorzata Semil.

Molly nie widzi od wczesnego dzieciństwa. Jej świat nie jest jednak pustką przeciwnie: wypełniają go dźwięki, zapachy, dotyk, pamięć ciała i własny rytm życia. Dopiero inni uznają, że czegoś jej brakuje. Napięcie między dobrą intencją a jej konsekwencjami, między troską a prawem drugiego człowieka do własnego świata wyznacza oś tej sztuki. 

To jest bardzo duże wyzwanie grać niewidomą, żeby nie opowiadać tylko przez pryzmat tej dysfunkcji, tylko spróbować na to niewidzenie spojrzeć trochę inaczej. Próbowaliśmy znaleźć taki balans, żeby nie przegiąć środków zewnętrznych, bardziej wpuszczać do środka jakąś taką wizję: "nie widzę" i co to znaczy, jak wtedy ciało się porusza? Nie robiliśmy samych ćwiczeń z zamkniętymi oczami czy chodzenia po ciemnym pomieszczeniu, właśnie po to, żeby nie zrobić z tego jakiejś wydmuszki czy takiego zewnętrznego rozumienia przez nas, jak to jest być osobą niewidomą. Dużo rozmawialiśmy o tym, jak ten świat wewnętrzny wpuszczać do środka, żeby to się przełożyło na ciało – mówi Kinga Bobkowska.

"Molly Sweeney” jest historią zbudowaną z trzech przeplatających się monologów: Molly, Franka i doktora Rice’a. Każde z nich opowiada tę samą sprawę inaczej. Andrzej Bubień przyznaje, że właśnie ta konstrukcja była jednym z największych wyzwań. To są trzy równoległe, ogromne monologi, które budują jedną historię. To jest tak naprawdę historia o tym, na ile dzisiaj mamy prawo naruszać nasze prawo do bycia szczęśliwym, do bycia wolnym, i o tym, na ile człowiek może gwałcić naturę, która jest w nim i wokół niego.

Reżyser zwraca uwagę, że Friel nie pozwala realizatorom na drogę na skróty. W dobie dekonstrukcji tekstów i tego, co lubi współczesna reżyseria, czyli rozbijania tekstu i budowania go na nowo, tego tutaj zrobić nie można, bo Brian Friel zabronił ruszać tego tekstu w jakikolwiek sposób, czyli byliśmy zobowiązani grać go tak, jak jest napisany. A ponieważ tekst jest wybitny, chcieliśmy się zmierzyć z taką trudnością. Sama technika grania monologu jest niezwykle trudna, bo wszystko jest schowane za słowem. To dramaturgia oparta na słowie: wszystko dzieje się w słowach, między słowami, za słowami i wokół słów.

Jedną z trzech postaci jest Frank, mąż Molly. To on znajduje lekarza, który mógłby przywrócić jej wzrok. W jego działaniu jest miłość, ale też potrzeba sprawczości. Jest fascynacja światem, ciekawość, energia i egoizm, którego sam może nie do końca rozumie. Jest to pasjonat, amator, ale w dobrym, powszechnym znaczeniu tego słowa. On kocha ciekawostki, kocha Arystotelesa, kocha różne, na pozór dziwne rzeczy. Może nie wczytuje się dogłębnie, ale jest zafascynowany. To jest jego paliwo mówi Kamil Owczarek. 

W kaliskiej realizacji Frank ma także dodatkowy język: muzykę. Owczarek, aktor musicalowy i wykształcony wiolonczelista, wykonuje ją na żywo. W momencie, w którym już nie jestem w stanie więcej, kiedy potrzebuję się uziemić, to jest ten instrument, ta wiolonczela, której się chwytam.

"Molly Sweeney" stawia pytania o niepełnosprawność, ale też o władzę spojrzenia, o miłość, która może chcieć zbyt wiele i o to, czy człowiek ma prawo pozostać przy swoim świecie, nawet jeśli inni uznają ten świat za niepełny.

Nie staramy się stawiać tu żadnej diagnozy, jak powinno się żyć, czy tak jest lepiej, czy gorzej, czy niewidzenie to jest jakaś dysfunkcja, czy nie. Myślę, że dużo refleksji można samemu sobie wysnuć potem mówi Kinga Bobkowska.

Historia Molly jest historią próby uszczęśliwienia człowieka na siłę. I o tym, co z tego wynika nie tylko dla osoby, która została temu procesowi poddana, ale też co się dzieje z ludźmi, którzy zaczynają rozumieć, że postępują niezgodnie z zasadami przyrody, natury, harmonii i kosmosu dodaje reżyser.

Premiera spektaklu odbędzie się w sobotę, 30 maja, o godz. 19.00 na Scenie Kameralnej Teatru im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu. Kolejne pokazy zaplanowano m.in. na 31 maja oraz 4, 5, 6 i 7 czerwca

Jeśli spodobał Ci się nasz artykuł,

wrzuć nam coś do kapelusza :)

Wesprzyj jednorazowo

Wdzięczny Zespół Calisia.pl

Przeglądaj artykuły z 16 lat istnienia portalu Calisia.pl - od 2007 roku do dziś !

Opinie użytkowników:

Te artykuły mogą cię zainteresować