"Arktyka" w Heliosie - podwójna recenzja

2019-02-12 18:32:00 Jacek Magnuszewski

Dorota i Piotr wybierają się od czasu do czasu do Heliosa, żeby przedstawić swoje spostrzeżenia o filmach. Tym razem wybrali się na skandynawski firm ARKTYKA.

Piotr: Niesamowite, ale film w którym praktycznie nic się nie dzieje, potrafi utrzymać widza w napięciu. Film o szczątkowych dialogach, który powoduje, że nie można oderwać oczu od ekranu. A na ekranie historia desperackiej próby przetrwania w niezwykle trudnych warunkach.

Pilot rozbitego samolotu oczekuje na pomoc i jakoś sobie radzi, łowiąc ryby pod lodem. Sytuacja staje się dramatyczna, kiedy wysłany mu na pomoc helikopter rozbija się i pilot musi zaopiekować się ciężko ranną kobietą. Jedynym rozwiązaniem staje się mordercza wędrówka przez pustynne lodowe krajobrazy Islandii. Typowy film o rozpaczliwym trzymaniu się życia, podejmowaniu trudnych i ciężkich decyzji.

Właściwie jest to film jednego aktora, bo ranna i nieprzytomna kobieta sprowadzona jest do roli wielkiego tobołka ciągnionego przez lodowce. Przywodzi to na myśl cytat z Hamleta: ‚who would fardels bear to grunt and sweat under a weary life”. Można by właśnie dostrzegać w tym filmie aluzję do poszukującego sensu życia Hamleta, ale od szekspirowskiego bohatera , popularny duński aktor , Mads Mikkelsen, grający pilota Overgård, różni się tym, że zagrożenie utratą życia jest realne i trwa właściwie przez cały czas.
Decyzja, żeby przerwać tą mękę i rozważać poddanie się byłaby niezwykle łatwa do podjęcia. Wystarczy przestać walczyć, a Arktyka natychmiast zabije. A jednak walka trwa przez cały czas. Mocna refleksja dla nas, ludzi mieszkających w ciepłych mieszkaniach i dobrobycie. Film oceniam na 9 w skali 1 do 10.

Dorota: Właściwie przez cały czas patrzyłam na zmiany kolorów śniegu i lodu. Pod względem kolorystycznym w zasadzie cały czas obracamy się w bielach i odcieniach niebieskiego. W tym prawie jednobarwnym świecie wyróżnia się czerwona, coraz bardziej przybrudzona i zniszczona kurtka głównego bohatera, który uparcie usiłuje dotrzeć do bezpiecznego schronienia, wiedząc, że praktycznie nie ma na to szans.

W tym filmie uderza przede wszystkim okrutna obojętność przyrody wobec człowieka. Nasza cywilizacja kończy się na krawędzi lodowcowych krain. Zdani na siebie, bez pomocy samolotów, helikopterów i pługów śnieżnych jesteśmy nikim. Spotkanie z białym niedźwiedziem oznacza koniec dla człowieka bez strzelby. A jednak wbrew wszystkiemu pilot Overgård powoli i nieustępliwie idzie przed siebie.

Nawet wiedząc , że szanse są praktycznie równe zeru. Cały czas zapewnia ranną kobietę, którą transportuje na saniach, że „nie jesteś sama”. Spełnia tym samym podstawową rolę jakiej oczekuje niejedna kobieta: żeby ktoś zapewniał ją, że nie jest sama. Przyznam, że cieszyłam się, że oglądam ten film z moim przyjacielem Piotrem, który się cały jakby „zatopił” w filmie. Dobrze było po seansie usiąść w kinowej kawiarni i po prostu pomilczeć, bo po tym filmie nie będzie Wam się chciało rozmawiać.

Kiedyś na Islandii, w małym kąciku pamięci położonym u stóp lodowca zobaczyłam podarte spodnie i zardzewiałe czekany – jedyne przedmioty jakie udało się odnaleźć po grupie brytyjskich studentów którzy w latach 50 wybrali się na wędrówkę po lodowcu. Te zardzewiałe i podarte przedmioty były niemymi świadkami czyjejś tragedii. Tragedii tak dobrze zilustrowanej filmem ARCTIC, mimo, że opowiadającym o innych czasach. Dla mnie 8 na 10. Polecam!

OPINIE UŻYTKOWNIKÓW:

TE ARTYKUŁY MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ