Społeczne

Akademia życia – tylko dla wytrwałych!

2025-12-11 17:00:00 Karolina Jurkiewicz

Akademia Życia i Samodzielności to wyjątkowe miejsce w Koninie (woj. wielkopolskie), gdzie każda osoba z niepełnosprawnością uczy się samodzielnego życia, a jedyna zależność, jaką posiada, to uzależnienie od wolności.

Fot. Karolina Jurkiewicz
Fot. Karolina Jurkiewicz

Akademia Życia i Samodzielności  to m.in. 8- lub 12-tygodniowe pobyty w mieszkaniach treningowych organizowane (a dofinansowywane przez PFRON) przez powstałą w 2004 roku Fundację im. Doktora Piotra Janaszka „Podaj Dalej”. Był to znany koniński lekarz ortopeda i społecznik, który już od lat 80-tych działał i wdrażał innowacyjne pomysły w rehabilitacji. Niestety, zmarł tragicznie w 1998 roku.

Do przyjazdu do Akademii w Koninie skłoniło mnie przede wszystkim to, że chciałem na pierwszym miejscu odzyskać swoją sprawność fizyczną, której przez swoje osobiste zaniedbania, jeśli chodzi o rehabilitację, w ostatnim czasie nie miałem, i to był mój główny cel. Celami pobocznymi były takie rzeczy, jak nauka balansu (samodzielne podnoszenie wózka przy wysokich krawężnikach – przyp. red.), nauka jazdy na wózku, poprawa stylu jazdy na wózku – Kamil, choruje na Mózgowe Porażenie Dziecięce

 

Cel pierwszy: Pobudka

Jak to mówią: kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje, ale ja zdecydowanie nie jestem rannym ptaszkiem. Pierwsze, czego szukam po przebudzeniu, to kawa. Potem szybkie śniadanie i ruszamy do Janaszkowa na 8:00.

W Janaszkowie („Osada Janaszkowo” – ośrodek rehabilitacyjny mieszczący się w Wąsoszach, woj. wielkopolskie – przyp. red.) odbywają się wyłącznie zajęcia z fizjoterapii z instruktorami niezależnego życia, czyli jest to nauka jazdy w balansie, pokonywanie krawężników lub siłownia. (…) Sama nazwa „Osada Janaszkowo” wzięła się z imienia założyciela – może nie tyle fundacji, bo samą fundację „Podaj Dalej” założyły córki: Zuzanna i Olga – a od imienia ich taty, Piotra Janaszka, który prowadził obozy dla osób niepełnosprawnych już na początku lat 80. Z wykształcenia był ortopedą – Przemek, fizjoterapeuta, porusza się na wózku z powodu urazu rdzenia kręgowego.

Wydaje mi się, że bardzo dużą rolę odgrywa to, że instruktorami są też osoby z niepełnosprawnością, którzy, jak chyba nikt inny, potrafią nam przekazać takie rzeczy, których nawet najbardziej wykwalifikowani asystenci czy instruktorzy pełnosprawni nie byliby w stanie przekazać – Kamil, choruje na MPD

 

Cel drugi: Osada Janaszkowo

Czym jest Janaszkowo? To tak naprawdę ośrodek w Wąsoszach (woj. wielkopolskie), gdzie odbywają się zajęcia rehabilitacji w ciągu tygodnia. Niemalże od poniedziałku do piątku (środa to dzień rehabilitacji w terenie, aktywnej). Najpierw wsiadamy w ogromnego busa wyposażonego w windę. Mamy do wyboru: przesiąść się na siedzenie lub podróżować na wózku, będąc przymocowanym specjalnymi zabezpieczeniami do podłogi – przecież to oczywiste, że nikt z nas nie chce wywinąć orła. Dobra, to zobaczmy, jaki mamy grafik – tu nikt nie poprowadzi nas za rączkę na kolejne zajęcia; dokładny opis mamy dostępny w pokoju socjalnym dla uczestników praktycznie chwilę po przyjeździe. Ruszamy na fizjo, czyli ogólnie rzecz biorąc, fizjoterapię. Niesamowite… Tyle lat na wózku, a człowiek nie spodziewałby się, że nie umie prawidłowo się na niego przesiadać. Szok i niedowierzanie – widać wciąż można nauczyć się czegoś nowego. A nie jest łatwo: czasami ciało odmawia posłuszeństwa, czasami spastyka i napięcie nie dają żyć… Czy są tu jakieś masaże? Później pionizacja. Czyli jedyny prawdziwy dowód na to, że człowiek z niepełnosprawnością może stanąć (prawie) na własnych nogach. Tyle tylko, że musi po prostu być przywiązany pasami do stołu pionizującego. I tak przez pół godzinki. No, chillout to to nie jest, ale dajemy radę. Na końcu roter – takie urządzenie, które pomaga ci wyćwiczyć ręce, jakbyś jeździł rowerem, tyle że bez kół… A nie, jednak ja mam swoje własne cztery kółka…

 

Cel trzeci: Obiad

Jestem tu dość krótko, ale jak na razie nauczyłem się gotować, a do tej pory myślałem, że to niewykonalne. Tutaj okazało się, że to możliwe i – nie chwaląc się – gotuję bardzo dobrze. Myślałem też, że nie umiem prać, okazało się, że jakoś sobie z tym radzę. Ale najważniejsze dla mnie było to gotowanie. Dało mi to taką satysfakcję, dumę, sam fakt, że mogłem to sam zrobić – Mateusz, doznał niepełnosprawności ręki w wyniku wypadku komunikacyjnego. 

Zjadłabym coś… Te ćwiczenia wyciskają z człowieka siódme poty, może zamówię McDonalda, przecież spalę… Jak to: składka na obiad na tydzień? I jeszcze dyżury obiadowe? Przecież ja nie umiem gotować! Trudno, poproszę asystenta, pójdę z nim do pobliskiego sklepu na zakupy i przygotuję listę, kupię składniki. A z kasy ogólnej będę mieć jeszcze zwrot za zakupione produkty. Nie za bardzo umiem smażyć – na szczęście tu jest indukcja, małe ryzyko oparzeń, bo blaty są niskie i mieszkanie jest dostosowane pode mnie, dlatego nie muszę się niczym denerwować. Uff, co za ulga…

Chciałem się sprawdzić w takich warunkach stricte domowych, jak sobie poradzę bez udziału osób trzecich, bo do tej pory u mnie to wyglądało tak, że większość takich rzeczy, jak np. sprzątanie, gotowanie itp., wymagała pomocy rodziców czy mojego rodzeństwa. Tutaj miałem okazję przetestować się i sprawdzić, w jaki sposób jestem w stanie ogarnąć je samodzielnie – Kamil

 

Cel czwarty: trening sprzątania

Ja nie wyrabiam… Jeszcze jakieś treningi sprzątania? Niby kiedy ja mam to zrobić? Nim zdążę westchnąć, zbliża się kolejny dzień… To mopowanie podłogi to jakaś masakra. A może jednak nie? Okazuje się, że wystarczy mieć odpowiedni, dostosowany sprzęt do tego… Konkretnie po prostu tzw. „płaski mop” i nie ma problemu. Kurczę, nie mogę przyznać się w domu, że tak dobrze mi to wychodzi, bo nie dadzą mi żyć i będę musiała sprzątać 24 h na dobę…

 

Cel piąty: zajęcia i warsztaty

 Każdy ma różne cele tutaj. Jeden np. będzie chciał nauczyć się ubierania, mycia się, przygotowania przynajmniej kanapek, a drugi – pełnej samodzielności plus poruszania się po terenie, balansu. Przyjeżdżają tu osoby po wypadkach, po urazie rdzenia kręgowego, po porażeniu mózgowym, są czasami osoby, które mają już swoje rodziny, partnerów. Są takie osoby, które chciałyby nauczyć się jeździć autobusem, załatwiania spraw urzędowych. Ludzie przyjeżdżają tu również z myślą o podjęciu zatrudnienia, znalezieniu pracy. Mamy tutaj m.in. doradcę zawodowego, który im w tym pomaga, udzielając szeregu wskazówek. Myślę, że zakres tych umiejętności, które tutaj można nabyć, jest ogromny. Zależy też od konkretnej osoby, z czym ona tutaj przyjeżdża, czego ona potrzebuje i oczekuje od nas –  Dawid, asystent. Pracuje w Koninie już 11 lat.

Cóż, dziś nie do końca dobrze poszło mi na zajęciach z balansu… Mam nadzieję, że nie będę musiała się go uczyć do końca życia. W końcu to mój główny cel… Ale nie od razu Kraków zbudowano… Jednak trochę wkurza, że się nie udaje pomimo tylu prób… Na szczęście mogę pogadać z kimś, kto mnie wysłucha i powiedzieć o wszystkich swoich problemach. I pogadać z psychologiem – w końcu to żaden wstyd, wszyscy jesteśmy ludźmi. Mamy też za chwilę zajęcia z dietetyczką – kurczę, nie wiedziałam, że zwykły sok malinowy do herbaty może być tak przetworzonym produktem… Ale zajęcia ciekawe, może zrzucę w końcu kilka kilogramów…

 

Cel szósty: Pora spać

Uczestnik nabiera tej wiary i pewności i zaczyna sam działać. I ta jego sprawczość, to że może sam coś zrobić, że potrafi, buduje nowego zupełnie człowieka. Taki człowiek, wyjeżdżając z Akademii, ma już tę pewność siebie, której nie miał, przyjeżdżając tutaj. (…) To jest moja misja życiowa, żeby pomagać ludziom zdobywać tę sprawność i żeby osiągali swoje sukcesy, nie czując przy tym, że niepełnosprawność jest dla nich jakąkolwiek przeszkodą w życiu. Akademia zmienia ludzi na lepsze, ale tylko tych, którzy mają taką nieodpartą siłę walki. Bo jeżeli dana osoba się podda – bo i takie też przypadki się zdarzały – to nie ma możliwości, żeby coś tutaj osiągnęła. Natomiast jeżeli ktoś przyjeżdża i po pierwszym tygodniu się nie poddaje, to już można stwierdzić, że ta osoba osiągnie jakikolwiek cel. Dla mnie osoba, która wyjeżdża stąd choćby z jednym osiągniętym celem, jest zwycięzcą – Asia, asystentka.

Zbliża się 22:00, cisza nocna. Czasami ciężko jest zasnąć po dniu pełnym nowych wyzwań i wrażeń, ale ta cisza tutaj jest boska. Czas zregenerować swój organizm i przygotować się na kolejny dzień. A, napiję się jeszcze tej meliski. Mam nadzieję, że pokonywanie wysokich krawężników na swoich czterech kołach to w końcu nie będzie tylko sen.

Jeśli spodobał Ci się nasz artykuł,

wrzuć nam coś do kapelusza :)

Wesprzyj jednorazowo

Wdzięczny Zespół Calisia.pl

Przeglądaj artykuły z 16 lat istnienia portalu Calisia.pl - od 2007 roku do dziś !

Opinie użytkowników:

Te artykuły mogą cię zainteresować